sobota, 15 marca 2008

Let's Wrestle

Let's Wrestle: In Loving Memory Of... EP
[Stolen Recordings; 2008]


Teoretycznie zespół taki jak Let’s Wrestle w 2008 roku powinien być z góry skazany na porażkę. Lata świetności garage rock revival dawno minęły i każda grupa, która nadal próbuje rozgrzebywać tę ograną stylistkę sama wkłada sobie kija w szprychy. Właściwie nie powinienem był w ogóle zwrócić uwagi na tę londyńską formację, zwłaszcza, że już pierwszy rzut ucha na ich muzykę ujawniał kilka obiektywnych elementów mogących ich zdyskredytować w opinii wyrobionego słuchacza. Brzmienie i produkcja są koszmarne nawet jak na nagrania lo-fi – poszczególne instrumenty zostały słabo wyeksponowane, wszystko szumi, trzeszczy i jest przytłumione (właśnie zdałem sobie sprawę, że grupa ma wszelkie zadatki, aby stać się kolejnym odkryciem Pitchforka). Gitary przypominają nieco mniej agresywną odmianę wczesnego Dead Kennedys a o mającym problemy z czystym śpiewaniem wokaliście najlepiej w ogóle w tym miejscu nie wspominać. Czym zatem tak na dobrą sprawę chcą nas do siebie Londyńczycy przekonać? Stylistyką, która brzmi jak wczesne demówki The Strokes zanim jeszcze nauczyli się pisać przeboje, albo The (International) Noise Conspiracy nagrywający w garażu po wyjątkowo ciężkim dniu, kiedy nie mają już siły na ideologizowanie? Nie brzmi zachęcająco, prawda? A jednak coś w muzyce Let’s Wrestle powoduje, że raz usłyszana nie daje przez długie godziny spokoju. Wielokrotnie złapałem się na tym, jak nucę sobie w głowie „I’m OK, You’re OK” albo „I Won’t Lie To You”, nieświadom zupełnie skąd wzięły się w niej te melodie. Okazuje się, że EPka „In Loving Memory Of…” jest po prostu niesamowicie zaraźliwa. Urzeka gówniarską bezpretensjonalnością i bezczelną prostotą, hipnotyzuje swoją leniwą naturą. Nawet fałszujący wokalista, ukrywający się pod pseudonimem WPG nie drażni już tak bardzo i zdaje się idealnie odnajdywać w obranej estetyce. Ciężko mi zresztą nie kibicować grupie, która z rozbrajającą szczerością wyznaje poprzez tytuły swoich piosenek, że „Music Is My Girlfriend” i „I Want To Be In Husker Du” (choć ten numer akurat nie znalazł się na EPce). Grupie, w której poczuciu humoru wyczuwam mieszankę infantylizmu i surrealizmu („Song For A Man With Pica Syndrome”). Jakkolwiek jednak bardzo bym chciał, żeby chłopcy z Let’s Wrestle nie sparzyli się na długogrającym debiucie, nie mogę oprzeć się wrażeniu, że właśnie przeżywają oni swoje pięć minut na scenie. Tym bardziej warto posłuchać ich nagrań już teraz.


Nie znasz? Posłuchaj:
MySpace
I Won't Lie To You (video)

Znasz? Lubisz? Posłuchaj tego:
The Strokes: Is This It?
Tokyo Police Club: A Lesson In Crime
Ramones: Ramones