Pokazywanie postów oznaczonych etykietą post punk. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą post punk. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 9 marca 2008

Mahjongg

Mahjongg: Kontpab
[K; 2008]


O zespole Mahjongg usłyszałem pierwszy raz w roku 2005, kiedy natknąłem się na ich świetny utwór „Aluminum” z EPki Machinegong. Kiedy niedługo później ukazał się debiutancki album „Raydoncong 2005”, zdradzający drzemiący w grupie potencjał i odkrywający potężne pokłady pomysłowości jej muzyków, cały czas brakowało jednak czegoś, co potrafiłoby silniej przykuć mnie do ich twórczości. Dopiero wydany w tym roku album „Kontpab” potwierdził wielkość tej amerykańskiej formacji i udowodnił kilka tez, co do których nie byłem wcześniej w stu procentach przekonany. Przede wszystkim Mahjongg należy do tej grupy zespołów, którym w XXI wieku nadal chce się poszukiwać nowych, muzycznych środków wyrazu, które hołdują post-punkowej filozofii nieustannego rozwoju i systematycznej oryginalności. Wydawać by się mogło, że połączenie rocka i elektroniki zostało już dostatecznie w tym dziesięcioleciu wyeksplorowane i wyeksploatowane, a jednak chicagowski kolektyw bazując na takiej właśnie konwencji stworzył dzieło na tyle świeże i charakterystyczne, że ciężkie do sklasyfikowania. Z drugiej strony nowy materiał dowodzi, że Amerykanom nie zależy wyłącznie na eksperymentowaniu, na tworzeniu sztuki dla sztuki, że umieją zachować proporcje pomiędzy melodyjnością i nowoczesną melodyką w stopniu nie gorszym wcale niż ich starsi koledzy z Animal Collective. Być może jest to zasługa szerokiego horyzontu inspiracji grupy Mahjongg, które sięgają wczesnego post-punka (wyraźne odwołania do twórczości Public Image Ltd. i Gang Of Four), kraut rocka i art rocka spod znaku Talking Heads, ale nie pozostają także obojętne wobec aktualnych trendów w rocku eksperymentalnym i noise. Długie, irytujące intro do „Pontiac” przywołuje skojarzenia z nachalną manierą Oneidy, a „Tell The Police The Truth” to wariacja na temat Battles spotykających Deerhoof. Ten ostatni kawałek, oparty na zapętlonym, niemal łamiącym zasady rytmiki samplu perkusyjnym, jest zresztą znakomitym przykładem kunsztu kompozytorskiego i wykonawczego muzyków z Mahjongg. Razem z „Problems” stanowią najmocniejsze i najbardziej zapadające w pamięć punkty na płycie, zachowując szczątkowy potencjał przebojowy. Duży nacisk położony został na odpowiednią produkcję materiału, eksponującą wszystkie dźwiękowe pomysły formacji, jak na przykład bardzo charakterystyczne, ośmio-bitowe przeszkadzajki, których brzmienie jako żywo przypomina zabawkowe pistolety laserowe z dzieciństwa. Siłą całego „Kontpab” jest właśnie – niezbędna w przypadku dość minimalistycznej bądź co bądź w aranżacji muzyki – dbałość o szczegóły, oraz idealna równowaga na płaszczyznach artyzmu i muzyki popularnej. Dlatego płyta ma dużą szansę spodobać się zarówno fanom nowoczesnego, alternatywnego popu, elektroniki, jak i osobom poszukującym w muzyce przede wszystkim indywidualizmu, choć nie ukrywam, że w kilku momentach cierpliwość niewprawionego słuchacza zostanie wystawiona na próbę.


Nie znasz? Posłuchaj:
MySpace
Tell The Police The Truth (video)
Teardrops (video)

Znasz? Lubisz? Posłuchaj tego:
Oneida: Secret Wars
Deerhoof: Friend Opportunity
Talking Heads: Remain In Light

sobota, 23 lutego 2008

The Out Circuit

The Out Circuit: Pierce The Empire With A Sound
[Lujo; 2008]


Pomimo upływu ponad dziesięciu lat od ostatecznego końca nurtu zwanego grunge, nadal pierwszą rzeczą, która kojarzy mi się ze Seattle w kontekście muzyki jest ten właśnie pseudo-gatunek. Trudno się dziwić, w końcu rewolucja, którą grunge rozpoczął na przełomie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych poprzedniego wieku była jedną najbardziej brawurowych szarż muzyki rockowej na kulturę popularną w całej historii muzyki. Dlatego przyznam szczerze, że niezmiennie jestem mile zaskoczony za każdym razem, kiedy dowiaduję się, iż na tamtejszej scenie potrafią rodzić się zjawiska mające z tamtą estetyką niewiele wspólnego. Pochodzący właśnie ze Seattle Nathan Burke po niemal pięciu latach przerwy wydał pod szyldem The Out Circuit swoją drugą płytę. Jego twórczość można podsumować kilkoma nazwami gatunków rozpoczynającymi się przedrostkiem „post”. Post-rock to najbardziej oczywiste skojarzenie, w końcu w muzyce, którą komponuje, dominują instrumentalne, gitarowo-klawiszowe przestrzenie dźwiękowe przywołujące bliższe skojarzenia z Explosions In The Sky i dalsze z Mogwai. Stylistyka „Pierce The Empire With A Sound” w dużej mierze opiera się jednak także na nurcie post-hardcore’owym, czego dowodem wrzaskliwe partie wokalne i hałaśliwe gitary, pojawiające się w ostrzejszych momentach. A post-punk? Czy elementów post-punku też można się w muzyce The Out Circuit doszukać? Myślę, że tak, bowiem idea poszukiwania nowych środków wyrazu, przełamywania granic i łączenia różnych gatunków w spójną całość jest w jakimś tam stopniu zauważalna. Na płycie przeważają muzyczne pejzaże budujące industrialno-ambientowy klimat. Nathan używa dźwięków niczym farb, malując nimi stonowany, choć miejscami niepokojący krajobraz, pozornie tylko monotonny, a w istocie tak zróżnicowany, jak różne od siebie są pory dnia i nocy. Struktura albumu opiera się zresztą w wielu miejscach na koncepcji kontrastu. Zaczyna się od dość agresywnego utworu „Come Out Shooting”, a kolejne uderzenia, czyli narastający „The Hexagon” i niemal nu-metalowy „The Fall Of Las Vegas”, poprzecinane są spokojniejszymi fragmentami. Niektóre z nich swoją melodyjnością mogłyby kojarzyć się nawet z estetyką indie-popową, gdyby nie specyficzna, bardzo gęsta atmosfera tworzona przez klawiszowe tło. Tak jest choćby z przepięknie zaśpiewanym w duecie z Rachel Burke „Across The Light” albo wyjątkowo delikatnym i nastrojowym „We”. Nie można nie wspomnieć o krótkim i intensywnym „The Contedar”, chyba najlepszym utworze na płycie, w którym mocno przesterowana gitara i agresywna sekcja rytmiczna idealnie komponują się z wokalnymi harmoniami. Zakończenie płyty zdradza jeszcze inspiracje takimi wykonawcami jak A Perfect Circle (sposób śpiewania w „New Wine”) oraz Depeche Mode (duszny, elektroniczny klimat w „Lost Pilot”). Nowe dzieło Nathana Burke’a to z pewnością materiał dla tych, którzy lubią, kiedy muzyka prowokuje do przemyśleń i kontemplacji. W zestawieniu z poprzednią propozycją tego wykonawcy widać zdecydowaną poprawę na płaszczyźnie kompozycyjnej. To album pełen emocji, idealny na długie wieczory albo na wyjątkowo brzydką pogodę. Okazuje się, że taką muzykę można tworzyć także w Seattle.


Nie znasz? Posłuchaj:
MySpace
Virb.com

Znasz? Lubisz? Posłuchaj tego:
A Perfect Circle: Mer De Noms
Explosions In The Sky: The Earth Is Not A Cold Dead Place
Mogwai: Mr. Beast